niedziela, 29 stycznia 2012
Yrsa Sigurdardottir, "Lód w żyłach"
Czy ktoś mógłby być tak miły i wyjaśnić mi, co jest nie tak z powieściami Yrsy? Z pozoru wszystko ok - świetna historia, fabuła dopracowana, postaci też niczego sobie - charaktery mają wyraziste (choć niekiedy irytujące). Dlaczego zatem "Lód w żyłach" to kolejna powieść tej autorki, która nie powaliła mnie na kolana? Dlaczego człowiek chciałby poznać rozwiązanie zagadki, ale bez czytania książki do końca? No i w końcu - czy to przypadłość tylko moja, czy jeszcze ktoś tak ma?
Trudno mi odpowiedzieć. Ponieważ mam wiele sympatii do autorki (właśnie za ciekawe, nietuzinkowe historie, które opowiada), powiem, że zapewne to mój osobisty defekt intelektualny, który mi przeszkadza w odbiorze jej narracji.
Obiektywnie książka wygląda tak: Thora, Matthew, Bella i kilka innych osób udają się na Grenlandię, aby zbadać tajemnicze zniknięcia pracowników firmy geologicznej, prowadzącej odwierty na zimnym i nieprzyjaznym wschodnim wybrzeżu wyspy. Na każdym kroku napotykają na trudności: ktoś uszkodził ważne urządzenia w bazie, mieszkańcy pobliskiej wioski są wrogo nastawieni do przybyszów, a w mroźnym powietrzu wisi jakaś mroczna tajemnica. Rozwiązanie zagadki sięga o wiele lat wstecz, a bohaterowie odkrywają niezwykle ciekawe fakty z przeszłości tych okolic.
Pomimo zniechęcających pierwszych słów tego wpisu, szczerze polecam te pozycję. Jeśli ktoś nie cierpi na ten tajemniczy syndrom, co ja, ma wielkie szanse uznać ją za świetną powieść.
Yrsa Sigurdardottir, "Lód w żyłach", przeł. J. Godek, MUZA SA, 2010.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Sama często zastanawiam się, co jest nie tak z książkami pani Yrsy. W sumie mi się podobają, mają swój urok i bohaterów, których można polubić, jednak czegoś mi w nich brakuje. O ile w przypadku dwóch poprzednich części cyklu te "braki" były ledwo odczuwalne i dobrze się bawiłam podczas lektury, to "Lód w żyłach" dokończyłam już trochę na siłę.
OdpowiedzUsuńMam teraz w planach zapoznanie się z resztą serii.